Powroty ciężkie bywają

Już od tygodnia w domu, w Katowicach. Jakoś bardzo mi się tu teraz podoba. Przed wyjazdem marudziłam, że tu ogrom samochodów i hałas. Teraz stwierdzam że tych samochodów wcale nie ma aż tak dużo, co do hałasu to też jakoś w miarę „cicho”. No i mieszkanko z dużymi oknami – taak, to jest największy plus 😀

IMG_20151110_111405

Oczywiście od poniedziałku do czwartku moja forma fizyczna była w dołku. Kryzys dopadł mnie po solidnie przepracowanym wyjeździe i po podróży, która była dość męcząca. W środę, nie byłam w stanie wykonać treningu pływackiego. w Planie miałam 3800 metrów, w tym siłę. Z ledwością dopływałam do 2,5 km i z zassanym żołądkiem pognałam do domu. Czwartek i piątek upłynął na zaległościach rodzinnych i kumulacji energii na weekend. W sobotę udało mi się (w końcu) pojechać na trening rowerowy w grupce. Znalazłam czas i motywację, tak że o godzinie 11 stawiłam się na Plac IC:

https://www.facebook.com/Infrasettimanale-Classico-198617890184905/?fref=ts

Trzy godziny minęły raz dwa, zero nudy, zero irytacji, po prostu super. Takich treningów mi brakowało 🙂

12795163_10153572789590889_7148177279757702030_o

W niedzielę przyszedł czas na mocny trening biegowy. W planie miałam rozgrzewkę + 12 x 1000 m, w tempie 3:55 – 4:05, przerwa 2 – 2,30 min. Trochę się bałam tego treningu, raczej zmęczenia i zadyszki jaki on wywoła. Muszę jednak przyznać, że strach był na zapas. Trening wykonałam w 100%, zmęczona ale mega zadowolona. Pierwsze sześć powtórzeń pobiegłam w granicach 4:03/km, następne sześć poniżej 4 min 😀

A za tydzień Bieg Wiosenny w WPKiW!!! Ciekawe ile pobiegnę na 10 kilometrowej trasie. Nowa życiówka aż się prosi o wpisanie na listę rezultatów 🙂

Dodaj komentarz